Kategoria: okiem mamy|zabawki | autor: Sylwia Porada |
Masz kłopot z wyborem zabawki, dla swojego maluszka. Nie martw się, pewien brytyjski psycholog zajął się tym tematem na poważnie i opracował matematyczny wzór na idealną zabawkę. Pan doktor Cliff Arnall, twórca tej niezwykłej matematycznej formuły niezbędnej każdemu rodzicowi, ma już w swoim dorobku wzór na najszczęśliwszy i na najgorszy dzień w roku.
Pan psycholog zastrzega, że dla różnych dzieci ta sama zabawka może osiągnąć różny wynik. To dopiero odkrycie.
Idąc z duchem czasu, chcąc by nasze dziecko otaczało się samymi idealnymi zabawkami, przed nami rodzicami nie lada zadanie. Szczególnie przed rodzicami o umyśle humanistycznym. Ale co tam damy radę!
Najlepiej przygotować sobie notesik, coś do pisania no i kalkulator. Tak zaopatrzeni wybieramy się do sklepu z zabawkami. No co? Nikt nie mówił, że będzie łatwo i szybko, sprawa jest przecież niezwykle poważna.
Bierzemy konkretną zabawkę, my rodzice, dokładnie ją oglądamy i oceniamy. Pod uwagę bierzemy sześć kryteriów i przyznajemy zabawce w każdej kategorii punkty od 0 do 5 (oceny spisujemy w notesiku a potem sumujemy):
Żeby nie przeciągać, poniżej macie wzór pana psychologa:
(T x L +(Pi+Po+Cr+S+U+H)): √C
Tak wiem, jeszcze paru parametrów brakuje, już, już, kochani rodzice:
Wszystko wstawiamy do wzoru, obliczamy w pamięci, albo na kalkulatorze, zawsze też możemy stworzyć sobie regułę na komputerze albo w komórce jak mamy odpowiednie funkcje, i już. Im wyższy wynik tym lepsza zabawka, znaczy idealna.
No i co kochani rodzice, proste? Od teraz obowiązkowo przed każdym zakupem oceniamy, dodajemy, mnożymy, wyciągamy pierwiastki, dzielimy i już wiemy co kupić.
Mi wyszło ze najlepszą „zabawką” są rodzice
, i nawet mi się to podoba, bo akurat w tej kwestji jestem tradycjonalistką W co się bawić >>>
Kategoria: okiem mamy | autor: Aneta Szaraniec-Sandecka |
Styczeń to miesiąc, w którym obchodzimy Dzień Babci i Dzień Dziadka. Kiedyś na hasło babcia czy dziadek przed naszymi oczami stawały naprawdę stare osoby, siwiuteńkie babcie na bujanych fotelach czy panowie wsparci o drewniane laski.
Obecnie jednak seniorzy 60+ (a i nie brakuje przecież czterdziestoletnich posiadaczy wnuków) to ludzie w pełni sił witalnych, nawet jeśli są na emeryturze.
Jestem przeciwna wykorzystywaniu na siłę dziadków w opiece nad dziećmi czy wręcz wymaganiu tego od nich, ale jeśli dziadkowie sami deklarują swoją gotowość pomocy, to nie ma nic bardziej pięknego niż zostawianie pociechy w dobrych i kochających rękach. Wtedy mama nie tylko nie ma wyrzutów sumienia, że „porzuciła” swoje dziecko „na pastwę” obcej opiekunki, ale i jest pewna, że maleństwo jest bezpieczne i przebywa wśród ludzi, którzy je kochają.
Główną aktywnością dziadków jest rzecz jasna rozpieszczanie wnuków. To bardzo drażliwa sprawa z punktu widzenia rodziców, którzy starają się wpajać swoim dzieciom pewne zasady ucząc je, że nie wszystko zawsze można dostać, że nie wszyscy muszą im ustępować etc.
To wszystko oczywiście prawda, ale… Pamiętam jak byłam jeszcze w ciąży, moja starsza znajoma, mama dwóch dorosłych już synów, powiedziała mi: pozwól dziadkom rozpieszczać dziecko, nie denerwuj się na nich, że ci je „zepsują”. Dzieciaki doskonale wiedzą co i gdzie im wolno – dodała. Muszę tutaj przyznać jej rację – już moja niespełna dwu i pół – letnia córka zdaje sobie sprawę, że pewne rzeczy u mamy nie przejdą (a u dziadków i owszem).
I żeby nie było – nie uważam, aby robienie czegoś na przekór rodzicom, którzy o coś proszą, było rozpieszczaniem wnuków czy okazywaniem im jak bardzo je babcia i dziadek kochają (np. karmienie słodyczami niemowlaka albo starszego dziecka, jeśli rodzic prosi dziadków o nierobienie tego).
Oczywiście, że relacje z dziadkami (na linii dziadkowie – rodzice wnuków) bywają trudne. Tak jak wszelkie relacje międzyludzkie. Zwłaszcza, jeśli to starsze pokolenie nie szczędzi – bardzo często nieproszonych – tzw. dobrych (czytaj: jedynych i właściwych) rad i obraża się, gdy nie chcemy się do nich stosować. Ale to już temat na zupełnie inny tekst.