Kategoria: dziecko|różności | autor: redakcja osesek.pl |
Macierzyństwo i ojcostwo zmienia gruntownie Twoje życie. Ale i Twój stosunek do macierzyństwa zmienia się z każdym kolejnym dzieckiem. To dowcip „z brodą”, ale nie mogłyśmy się powstrzymać

Pierwsze dziecko - Z namaszczeniem ćwiczysz oddechy.
Drugie dziecko – Nie ćwiczysz oddechów, bo ostatnim razem nie przyniosły żadnego skutku.
Trzecie dziecko – Prosisz o znieczulenie w 8 miesiącu ciąży.
Pierwsze dziecko - nosisz stroje dla kobiet ciężarnych odkąd lekarz potwierdził, że jesteś w ciąży
Drugie dziecko - nosisz swoje zwykłe stroje jak długo się da
Trzecie dziecko - stroje dla kobiet ciężarnych to już twoje zwykłe stroje
Pierwsze dziecko - przeglądasz kalendarze, sprawdzasz znaczenie imion, sprawdzasz ja wybrane imię brzmi w zestawieniu z nazwiskiem
Drugie dziecko - ktoś powinien nadać dziecku imię po ciotecznej babce, więc możesz to być ty
Trzecie dziecko - otwierasz spis imion, zamykasz oczy i w co trafisz palcem, to będzie.
Pierwsze dziecko - pierzesz świeżo kupione ubranka, prasujesz z lewej i prawej strony, dobierasz kolorami i starannie układasz w szafce przeznaczonej tylko do tego celu
Drugie dziecko - sprawdzasz, czy ubranka po pierwszym dziecku są czyste i wyrzucasz tylko te z najciemniejszymi plamami
Trzecie dziecko - kto powiedział, że chłopcy nie mogą mieć różowych śpioszków?
Pierwsze dziecko - przy pierwszej oznace niezadowolenia (kwękanie, skrzywienie) bierzesz dziecko na ręce
Drugie dziecko - podnosisz je tylko wtedy, gdy krzyki grożą obudzeniem pierworodnego lub wizytą zaniepokojonych sąsiadów
Trzecie dziecko - uczysz starsze huśtania kołyską
Pierwsze dziecko – Zmieniasz pieluchę, co godzinę, niezależnie od tego, czy jest brudna czy czysta.
Drugie dziecko – Zmieniasz pieluchę, co 2-3 godziny, w zależności od potrzeby.
Trzecie dziecko – Starasz się zmieniać pieluchę zanim otoczenie poskarży się na smród, bądź pielucha zwisa dziecku poniżej kolan
Pierwsze dziecko - spędzasz większą część dnia wpatrując się w dziecko.
Drugie dziecko - spędzasz większą część dnia patrząc czy twoje starsze dziecko nie robi krzywdy młodszemu.
Trzecie dziecko - spędzasz większą część dnia chowając się przed dziećmi
Pierwsze dziecko – Wygotowujesz po powrocie do domu.
Drugie dziecko – Polewasz sokiem z butelki i wsadzasz dziecku do buzi.
Trzecie dziecko – Wycierasz w spodnie i wsadzasz dziecku do buzi.
Pierwsze dziecko - zabierasz je na gimnastykę dla niemowląt i terapię grupową dla prawidłowego rozwoju.
Drugie dziecko - zabierasz je na gimnastykę dla niemowląt.
Trzecie dziecko - zabierasz je do supermarketu i pralni chemicznej
Pierwsze dziecko - gdy zostawiasz dziecko z opiekunką, dzwonisz do domu, co najmniej 5 razy w ciągu dnia.
Drugie dziecko - wracasz się od drzwi, bo zapomniałaś zostawić opiekunce numer, pod którym będziesz osiągalna.
Trzecie dziecko - prosisz opiekunkę by zawiadomiła cię tylko, jeżeli zaistnieje konieczność wezwania pogotowia.
Kategoria: dziecko|okiem mamy | autor: Aneta Szaraniec-Sandecka |
Mam zaszczyt być szczęśliwą mamą dwuletniej pannicy Mai, dziewczynki oczywiście najpiękniejszej i najmądrzejszej na świecie.
I od ponad dwóch lat w Jej imieniu przyjmuję prezenty
– oczywiście różowe.
Gdybym tylko chciała, to nie tylko ubrałabym Ją całą na różowo, od stóp do głów, ale też urządziła w tym jakże słodkim kolorze dziecinny pokoik, (bo wtedy to już nie byłby pokój, lecz pokoik właśnie) a Maja bawiłaby się samymi landrynkowatymi zabawkami. Zabawkami typu przyrządy do upiększania się czy akcesoria do sprzątania.
Ktoś gdzieś ustalił, że różowy dla dziewczynki a niebieski dla chłopca, co skrzętnie wykorzystują koncerny produkujące odzież i zabawki dla dzieci. Dlatego wywołuję w otoczeniu zdziwienie a w skrajnych przypadkach i oburzenie, że niebieskooką blondyneczkę ubieram na niebiesko, biało czy beżowo. Czy to chłopiec? – pytają nieufnie patrząc na niebieski kożuszek czy białą czapeczkę, ale widząc jak najbardziej kobiecą dwuletnią buźkę.
Ja jednak stoję na czele antyróżowej rewolucji i wierzcie mi, nie jest to wcale łatwe! Dla tych, co dzieci nie posiadają, albo mają synów: spróbujcie w sklepie z ubraniami dla dzieci znaleźć dla dziewczynki coś w nie różowym kolorze. Trudne zadanie – niedawno w jednym z takich miejsc spędziłam prawie godzinę szukając bluzeczki z nadrukiem ulubionego kotka z bajki w innym odcieniu. Jednak z pomocą przychodzą tutaj sklepy z używaną odzieżą, gdzie nie tylko można znaleźć różne cudeńka, ale i dzięki nim podratować domowy budżet.
Chciałabym, aby moje dziecko od najmłodszych lat wiedziało, że nie musi szukać akceptacji środowiska poprzez ubieranie się w słodkie ciuszki i to nieprawda, że najważniejszą rolą kobiety jest podobać się innym. Już od około 2 roku życia rozpoczyna się proces identyfikacji dziecka ze swoją płcią (trwa on do wczesnego wieku przedszkolnego, czyli 3-4 roku życia). A moja córka nie musi wyglądać jak kiczowata lalko-księżniczka, aby była dziewczęca. Nie musi wyglądać słodko w szerokich falbankach, bo tego wymaga się od dziewczynek. No, bo czy naprawdę kwintesencją kobiecości jest przykrywanie dziecka płci żeńskiej różowym kocykiem w jeszcze bardziej różowe gwiazdki? Dlaczego od razu na starcie mamy wpajać naszym dzieciom, jakie być POWINNY? Moim zdaniem trzeba im wpajać, że powinny być przede wszystkim dobrymi ludźmi. Reszta jest mniej ważna i zależy już tylko od naszych milusińskich.
Zdaję sobie sprawę z tego, że z chwilą pójścia Mai do przedszkola, koleżanki skutecznie przekręcą Ją na różową stronę mocy. Mam jednak nadzieję, że nie permanentnie.
Kategoria: bezpieczeństwo dziecka|dziecko | autor: redakcja osesek.pl |
29 gru 2009IKEA prosi klientów o zwrot wysokiego krzesełka dla dzieci LEOPARD, niebezpiecznego dla zdrowia maluszków.
Zatrzaski mocujące siedzisko do ramy mogą popękać, powodując odczepienie się siedziska od ramy. W razie upadku, dziecko może odnieść obrażenia głowy i innych części ciała. Luźne części zatrzasków mogą stwarzać ryzyko udławienia się przez dziecko.
IKEA otrzymała jedenaście zgłoszeń o uszkodzeniu zatrzasków, w tym informację, że dziecko wysunęło się przez ramę. Inne zgłoszenie dotyczyło oderwanego zatrzasku, znalezionego w buzi dziecka i natychmiast usuniętego przez rodziców. Oba zdarzenia miały miejsce w Europie.
W Polsce sprzedano od początku października do połowy grudnia tylko 39 sztuk ram oraz 35 sztuk siedzisk.
Kategoria: dziecko|okiem mamy|zdrowie dziecka | autor: Aneta Szaraniec-Sandecka |
Tekst swój kieruję do wszystkich mam ze zdrowymi dziećmi, którym nagle przydarza się jakaś infekcja. Skąd my to znamy – gorączka, nieprzytomne spojrzenie, płaczliwość, żałosne „mammaaaaaa”, katar, kaszel, niespokojny oddech – no i zaczyna się.
Wizyta u lekarza (spokojnie, to żadne zapalenie płuc czy oskrzeli, chociaż podczas badania dziecko krzyczy wniebogłosy jakby było obdzierane żywcem ze skóry), apteka, wreszcie z powrotem w domu. Po wojnie z wzięciem lekarstw i wmuszaniem jedzenia, być może apatycznej zabawie, czas na spanie. Oczywiście to mama musi usypiać, przy przydymionym świetle przytulająca dziecko, które jest takie rozpalone, tak ciężko oddycha, że i jej udziela się nastrój niepewności. To niby nic takiego, ale byłoby znacznie lepiej, gdyby mieć to już za sobą. Wolałaby już sama tę chorobę przebyć, aby tylko dziecko było zdrowe.
I już nic innego nie ma znaczenia. Wszystko inne poszło w odstawkę.
Ani praca, ani wszelkie inne takie niby ważne sprawy, nic już się nie liczy, tylko zdrowie naszej latorośli. Dni zlewają się w jedną całość, już nie rozróżniamy poniedziałku od wtorku, godziny dzienne przechodzą w wieczorne a potem nocne. (Po wyzdrowieniu dziecka mamy wrażenie jakby ktoś nam ukradł z życiorysu ten czas). Przypominają mi się sceny z dzieciństwa, mniej więcej od wieku przedszkolnego: jestem chora, leżę w łóżku, światło lampki delikatnie oświetla pokój. Boli mnie głowa z powodu gorączki, ale jestem zadowolona, że gorzkie lekarstwo już wzięte. Widzę zatroskaną twarz mamy, w końcu zmęczona zasypiam. Pamiętam, że kiedy robiło mi się lepiej i odzyskiwałam apetyt, wówczas mama przygotowywała specjalnie dla mnie moje ulubione przysmaki, np. pączki serowe. Dlatego tak bardzo lubiłam chorować… Mam jednak nadzieję, że moje dziecko nie pójdzie w ślady swojej mamy i nie będzie mieć takich upodobań…
Nie będę udawać, że wiem, co przeżywają rodzice dzieci przewlekle chorych – nie wiem i nie pragnę posiadać takiej wiedzy. Wiem tylko, że powiedzenie „najważniejsze, aby dziecko było zdrowe” nabiera prawdziwego znaczenia i nie jest wcale banalne. Dlatego chciałabym wszystkim, u progu 2010 roku, złożyć życzenia przede wszystkim zdrowia, a rodzicom z chorymi dziećmi – siły, optymizmu i małych cudów, na co dzień.