Kategoria: dziecko|okiem mamy|zdrowie dziecka | autor: Aneta Szaraniec-Sandecka |
Tekst swój kieruję do wszystkich mam ze zdrowymi dziećmi, którym nagle przydarza się jakaś infekcja. Skąd my to znamy – gorączka, nieprzytomne spojrzenie, płaczliwość, żałosne „mammaaaaaa”, katar, kaszel, niespokojny oddech – no i zaczyna się.
Wizyta u lekarza (spokojnie, to żadne zapalenie płuc czy oskrzeli, chociaż podczas badania dziecko krzyczy wniebogłosy jakby było obdzierane żywcem ze skóry), apteka, wreszcie z powrotem w domu. Po wojnie z wzięciem lekarstw i wmuszaniem jedzenia, być może apatycznej zabawie, czas na spanie. Oczywiście to mama musi usypiać, przy przydymionym świetle przytulająca dziecko, które jest takie rozpalone, tak ciężko oddycha, że i jej udziela się nastrój niepewności. To niby nic takiego, ale byłoby znacznie lepiej, gdyby mieć to już za sobą. Wolałaby już sama tę chorobę przebyć, aby tylko dziecko było zdrowe.
I już nic innego nie ma znaczenia. Wszystko inne poszło w odstawkę.
Ani praca, ani wszelkie inne takie niby ważne sprawy, nic już się nie liczy, tylko zdrowie naszej latorośli. Dni zlewają się w jedną całość, już nie rozróżniamy poniedziałku od wtorku, godziny dzienne przechodzą w wieczorne a potem nocne. (Po wyzdrowieniu dziecka mamy wrażenie jakby ktoś nam ukradł z życiorysu ten czas). Przypominają mi się sceny z dzieciństwa, mniej więcej od wieku przedszkolnego: jestem chora, leżę w łóżku, światło lampki delikatnie oświetla pokój. Boli mnie głowa z powodu gorączki, ale jestem zadowolona, że gorzkie lekarstwo już wzięte. Widzę zatroskaną twarz mamy, w końcu zmęczona zasypiam. Pamiętam, że kiedy robiło mi się lepiej i odzyskiwałam apetyt, wówczas mama przygotowywała specjalnie dla mnie moje ulubione przysmaki, np. pączki serowe. Dlatego tak bardzo lubiłam chorować… Mam jednak nadzieję, że moje dziecko nie pójdzie w ślady swojej mamy i nie będzie mieć takich upodobań…
Nie będę udawać, że wiem, co przeżywają rodzice dzieci przewlekle chorych – nie wiem i nie pragnę posiadać takiej wiedzy. Wiem tylko, że powiedzenie „najważniejsze, aby dziecko było zdrowe” nabiera prawdziwego znaczenia i nie jest wcale banalne. Dlatego chciałabym wszystkim, u progu 2010 roku, złożyć życzenia przede wszystkim zdrowia, a rodzicom z chorymi dziećmi – siły, optymizmu i małych cudów, na co dzień.
Odpowiedzi: 2 do wpisu Choroba dziecka, czyli … koniec świata, dom się wali.
Anna
8 stycznia 2010 o godz. 10:35
Zgadza się – zdrowie jest najważniejsze – zarówno dziecka jak i rodziców, bo oni przecież są potrzebni do opieki nad nim, wychowania, wprowadzania go w świat i do kierowania małym człowiekiem na początku jego drogi.
Zwłaszcza rola mamy jest istotna.
Artykuł ciekawie napisany, bo przedstawia chorobe nie tylko z perspektywy zatroskanego rodzica, ale też z tej drugiej – dziecka otoczonego ochronnym „płaszczem bezpieczeństwa” kochającej mamy. To ważne, żeby w tak ciężkim czasie jak choroba stworzyć dziecku warunki zmniejszające do minimum przykre, dokuczliwe dolegliwości i zrekompensować w pewien sposób cierpienia.
Dołączam się do życzeń: Wszystkim Dzieciom i Mamom duuuużo zdrowia w 2010 roku!
kasia
7 lipca 2010 o godz. 16:09
Nauczona doświadczeniem wiem, że w domu dziecko jak choruje to pikuś zaczyan się maskara w szpitalu. Przerobiłam to już 4 razy niby niewinne przeziębienie biegiem do lekarza ten nic nie poradził po kolku dniach walki, inhalacji, klepania i odciągania z nosa – duszności i 10 dni szpitala. Potem z 2 tygodnie dochodzenia do siebie. Wszytsko da się przeżyć ale jak małemu zakładają kolejny wenflon serce mi pęka i zasdroszczę tym dzieciom co chorują w domach.