Kategoria: okiem mamy | autor: Aneta Szaraniec-Sandecka |
Teoretycznie już od ponad dwóch miesięcy mamy wiosnę, pogoda jednak, jak to na nią przystało, płata nam figle. Ubrałby się człowiek w krótki rękawek, dzieciaka też i chodu „idziemy w świat”. Ale nawet w kurtce i w długim rękawku da się to zrobić – a nawet powinno – wszak trzeba dziecię przygotować do każdej aury, prawda? Zwłaszcza mieszkając w tak kapryśnej pod tym względem polskiej krainie.
Osobiście jestem zwolenniczką spacerowania z dzieckiem w (prawie) każdej pogodzie – i to już od najwcześniejszych miesięcy jego życia. Będąc mamą córki urodzonej w październiku nad polskim morzem, nasze pierwsze wspólne spacery odbywały się nie tylko przy akompaniamencie wiatru (ale od czegóż są czapeczki z nausznikami i wózek z postawiona budą czy kilkuwarstwowe stroje na wyjście?), ale i w słocie czy deszczu. (Acha, jakoś nie kupuję idei plastikowych pokrowców na wózki, w których gdzieś tam w środku ukryte jest zaparowane dziecko).

Oczywiście nikomu nie radzę spacerować z noworodkiem czy niemowlakiem przy temperaturze minus 10 stopni i w zawiei, ale mamy teraz przecież wiosnę, prawda? Dlatego proszę Was, drodzy Rodzice, wyjdźcie z tych centrów handlowych i z kulek, pójdźcie na pobliski plac zabaw, łąkę czy do parku, będziecie mieli z tego same plusy. A jakie? Różnego rodzaju:
EKONOMICZNE – przykładowe „kulki” w centrach handlowych nie są wcale tanią rozrywką. 5 lub 10zł za pół godziny czy godzinę zabawy to wcale nie tak mały wydatek w budżecie domowym w skali miesiąca a cóż to jest 60 minut takiej rozrywki dla dziecka? Tyle co nic – czas mija przecież bardzo szybko podczas zabawy.
ZDROWOTNE – no dobrze, zgadzam się, obecnie bardzo trudno jest mówić o tzw. świeżym powietrzu, zwłaszcza w dużych miastach, no ale z drugiej strony nie panikujmy i nie wpadajmy w przesadę, że klimatyzacja w centrach handlowych jest zdrowsza (bo nie jest!). A naprawdę dla dziecka nie ma nic lepszego niż aktywny spacer na dworze, wybieganie się, powygłupianie na trawie – nie tylko zdrowo się zmęczy i będzie lepiej spało, ale i polepszy się jego apetyt (sprawdzone empirycznie na własnej latorośli!).
BIOLOGICZNE – udzielmy naszej pociesze pierwszych lekcji przyrody. O, idzie biedroneczka (tak, ja również jestem z tego pokolenia, które myśli, że ilość kropek u biedronki to ilość jej lat). O, idzie robaczek – tu już słychać głos dziecka, rodzic musi zapomnieć o swoim obrzydzeniu do tego rodzaju, czasem nawet włochatych (brrr!!!) stworzeń. Jaka zielona ta trawa! A piasek czemu suchy i mokry? (Przykłady można mnożyć).
FILOZOFICZNE. Tak, filozoficzne. No bo przecież tyle rzeczy może zmienić się w naszym życiu, ale cykl pór roku jest stały i niezmienny, matka natura może i mieć swoje fochy pogodowe, ale zawsze, po każdej, nawet najgorszej zimie przyjdzie wiosna a po niej lato, które przejdzie w jesień… I to wszystko można zaobserwować jak na dłoni wszędzie tam, gdzie rośnie parę drzewek, krzewów i jest trawnik.
A minusy ze spędzania z dzieckiem czasu na świeżym powietrzu? Jakoś żadne nie przychodzą mi do głowy – może wypowiedzą się w tej kwestii rodzice małych alergików – nie sądzę jednak, aby takowi zamykali swoje dzieci w domach na cały sezon.
1 odpowiedź do wpisu Spotkajmy się na łonie przyrody.
Aluśka
14 lipca 2010 o godz. 16:00
Zgadzam się z Tobą w 100%! My z naszą córką spacerowaliśmy od najmłodszych lat i w zasadzie małej wyszło to tylko i wyłącznie na dobre! Oczywiście do tego typu wypraw niezbędne jest również odpowiednie wyposażenie (głównie wózek dla dziecka), ale ten i tak powinno się kupić odpowiedni do potrzeb maleństwa, więc nie widzę w tym najmniejszego problemu
Swoją drogą polecam maxi cosi, dostępny między innymi na tej stronie: http://www.babyexpress.pl/wozki-spacerowe,1,1,18.html. Pozdrawiam serdecznie!