Kategoria: okiem mamy | autor: Aneta Szaraniec-Sandecka |
Wiele osób – tych nie będących jeszcze rodzicami – zastanawia się bardzo często, jak mocno zmieni się ich życie po przyjściu na świat potomka oraz jak bardzo oni sami się zmienią. Prawda jednak jest taka, że wcześniej można sobie gdybać do woli, a i tak wszelkie nasze wyobrażenia o rodzicielstwie będą się miały nijak do rzeczywistości już „po”.
To, że zmieni się wiele akurat można przewidzieć. To, że w wielu aspektach naszego życia będzie nam znacznie trudniej – to również można wywnioskować patrząc na los naszych znajomych czy rodziny, która debiut rodzicielski ma już za sobą
Czy mamy jednak naprawdę czego się obawiać? Nie od dzisiaj wiadomo, że najbardziej boimy się tego, co nieznane, obce a wszelkie zmiany są zazwyczaj jedną wielką niewiadomą. Warto więc oswajać się ze skutkami dziecięcej rewolucji już na początku naszej drogi, a więc będąc jeszcze w ciąży czy oczekując dziecka jako ojciec.

Moim zdaniem należy „pogodzić” się z faktem, że pojawienie się na świecie małej istotki jak najbardziej naturalną koleją rzeczy zmieni – a w początkowym okresie zrobi to nawet diametralnie – nasze mniej lub bardziej uporządkowane do tej pory życie. Wbrew pozorom, nie jest to wcale dla wszystkich takie oczywiste. I nie ma co z tym walczyć, tylko przyjąć to za taki pewnik jakim jest to, że kobiecie w ciąży rośnie brzuszek.
Jednak już tylko od nas zależy, jak sobie zorganizujemy to życie z tym nowym, jakże słodkim członkiem rodziny, czy nie stracimy głowy, czy też – korzystając np. z rad najbliższych albo czytając książki, przeglądając fora internetowe bardziej doświadczonych od nas rodziców etc. – ustalimy jak ten nasz mały prywatny świat będzie wyglądał oraz jak go sobie poukładamy. Najgorszym doradcą jest panika, a najlepszym sprzymierzeńcem – spokój, zdrowy rozsądek, nasza sławetna kobieca intuicja, ale przede wszystkim – czas.
Ze swojego punktu widzenia mogę stwierdzić, że i tak nie sposób wszystkiego przewidzieć zanim już „oficjalnie” nie zostanie się rodzicem.
Odkąd zostałam matką, nie ma dla mnie (chyba) rzeczy niemożliwych a o sprawy (te bardzo poważne, jak i te błahe) zwłaszcza związane z moją Córką potrafię walczyć niczym lwica. Stałam się na pewno bardziej asertywna i chyba niewiele rzeczy jest na tym świecie, których nie zrobiłabym dla swojego potomka. (I nie chodzi mi tutaj wcale o bezmyślne rozpieszczanie dziecka!). Nie zapominam jednak o sobie rozumiejąc, że szczęśliwe dziecko to przede wszystkim szczęśliwy rodzic i na nic tu jakieś „poświęcanie się Matki Polki dla dobra dziecka”, bo to NIGDY nie wychodzi na dobre żadnej ze stron.
8 marca obchodzimy Dzień Kobiet. Międzynarodowy Dzień Kobiet został ustanowiony w Kopenhadze w 1910 roku podczas konferencji Międzynarodówki Socjalistycznej. W genezie ustanowienia tego święta była chęć oddania hołdu kobietom, które walczyły o prawa wyborcze, lepsze warunki pracy i równouprawnienie kobiet, jak i zwrócenie uwagi na te problemy.
W Polsce święto to hucznie było obchodzone w czasach PRL-u, niestety ówczesne władze sprowadziły ten dzień do obdarowywania kobiet „goździkami i rajstopami”. Zagłuszając wszelką dyskusję o prawach kobiet, nie przywiązując jakiejkolwiek wagi do genezy jego powstania. W III Rzeczpospolitej traktowano to święto, jako pozostałość poprzedniego systemu, wręcz z obrzydzeniem, ostatecznie w 1993 roku premier Hanna Suchocka zniosła centralne obchody tego święta.
Mimo iż minęło wiele lat, nierówne traktowanie kobiet jest faktem. Dyskryminacja kobiet w miejscu pracy ze względu na płeć i posiadanie dzieci, cały czas w naszym pięknym kraju na Wisłą jest problemem. Niedocenianie przez społeczeństwo i ignorowanie przez prawo, pracy domowej kobiet jest również problemem aktualnym. Nie mówię już o tym, że są zakątki świata, w którym kobiety nie maja prawa głosu czy prawa do edukacji.
Nam kobietom należy się to święto jak psu puda – każdego dnia borykamy się z wieloma problemami. Jesteśmy kobietami, matkami, pracownicami, gospodyniami domowymi i nierzadko wszystkie te funkcje łączymy. Od najbliższych oczekujemy, choć w tym dniu, okazania jak jesteśmy dla nich ważne. Od nas wszystkich, jako społeczeństwa poszanowania praw kobiet nie tylko od święta a od rządzących merytorycznej dyskusji i wprowadzenia systemowych zmian.
A my same powinnyśmy celebrować to święto, pamiętając o tych, które walczyły o nasze prawa, bo dzięki nim możemy głosować, uczyć się, wyrażać głośno własne zadnie i walczyć o swoje miejsce w świecie.
Dobrze, że święto to stało się w dzisiejszej Polsce pretekstem do szerokiej dyskusji na temat praw kobiet i potrzeb zmian systemowych w różnych obszarach. Ja osobiście szczególnie popieram działania mające na celu wprowadzenie zmian systemowych w zakresie „nieodpłatnej pracy domowej kobiet” oraz zmian pomagających w godzeniu rodzicielstwa i pracy zawodowej.
Myślę, że dla większości kobiet nie są ważne parytety, nie pchamy się do władzy, mamy inne bardzo ważne obowiązki, ale jednocześnie chcemy by nasze prawa były szanowane i nasza praca również. Pomimo iż możemy z niektórymi postulatami organizacji kobiecych się nie zgadzać, warto byśmy my kobiety popierały te inicjatywy, dla poprawy sytuacji nas wszystkich.