Wpisy oznaczone ‘macierzyństwo’

Mama na rynku pracy.

Kategoria: mama wraca do pracy|okiem mamy | autor: Aneta Szaraniec-Sandecka |

  • Tagi:
  • 19 sty 2010

    Będę narzekać. Oj, bardzo będę narzekać. I niestety, ale nie mogę powiedzieć, że w swoim narzekaniu jestem odosobnionym przypadkiem.

    Zawsze bardzo starannie planowałam ścieżkę swojej kariery zawodowej, którą zaczęłam tuż po studiach.

    Niestraszne mi były nadgodziny czy wykonywanie dodatkowych prac zleconych dla niejednego pracodawcy. Zawsze byłam na tyle zorganizowana, aby nie chwytać kilku srok za ogon naraz i wywiązywałam się ze swoich zadań więcej niż poprawnie. Kiedy dowiedziałam się o swoim (zasłużonym!) awansie i podwyżce, bardzo się ucieszyłam. Już wtedy planowałam urodzenie dziecka, ale były to plany robione z wielomiesięcznym wyprzedzeniem. Natura jednak chciała inaczej i w ciążę zaszłam bez problemu niemal od razu a będąc osobą uczciwą biłam się z myślami, czy już w tym momencie powiadomić o tym pracodawcę, czy poczekać. Po raz kolejny jednak natura niejako rozwiązała mój dylemat, bo rozchorowałam się i musiałam iść na zwolnienie lekarskie. Kiedy po tygodniu z niego wróciłam, usłyszałam, że firmie „nie opłaca się” inwestować we mnie, no bo i tak już niedługo pójdę na zwolnienie, urlop macierzyński, wychowawczy etc.

    No cóż, pracowałam do siódmego miesiąca ciąży a potem wzięłam urlop i rzeczywiście poszłam na urlop macierzyński. Pod koniec urlopu wychowawczego (trwającego w moim przypadku nieco ponad pół roku) PRZYPADKIEM dowiedziałam się o przejęciu mojej firmy przez większą. Pozwolono mi jedynie na przedłużenie urlopu wychowawczego o cztery miesiące – naiwnie myślałam, że to wystarczająco dużo czasu na znalezienie kolejnej pracy. Wtedy jednak wszędzie przez przypadki odmieniano słowo kryzys i po wysłaniu kilkudziesięciu CV i po odbyciu zaledwie paru rozmów kwalifikacyjnych zaczynałam pojmować, że znalezienie w miarę ciekawej, przyzwoitej pracy to jednak mission impossible.

    Zaopatrzona w wiedzę, że nikt nie ma prawa mnie wypytywać o życie rodzinne ze zdziwieniem wysłuchiwałam kolejnych pytań czy komentarzy a propos posiadania dzieci. Oczywiście mogłam odmawiać odpowiedzi na te pytania, co czasem czyniłam (i nie wpływało to pozytywnie na mój wizerunek w oczach potencjalnego pracodawcy), albo zgrzytając zębami wysłuchiwałam opowieści, że ktoś właśnie szuka pracownika na miejsce pani, która niedługo idzie rodzić. W jednym z portali (chwalą się, że trzy lata temu przyznano im tytuł Solidnego Pracodawcy) bezdzietna singielka z działu rekrutacji z troską mnie wypytywała, co zrobię z dzieckiem jak będę w pracy. No cóż, jakoś trudno mi uwierzyć, że bezdzietni redaktorzy stworzą ciekawszy serwis dla dzieci i młodzieży niż ci, co dzieci posiadają. Nie twierdzę wcale, że osoby „obarczone” rodziną są lepsze od tych „wolnych” pracowników. Nie uważam jednak z drugiej strony, aby były gorsze. Nie takimi kategoriami powinno się oceniać ludzi przy ich zatrudnianiu.

    Obecnie pracuję na umowę zlecenie, częściowo w domu, częściowo w pewnej instytucji. Instytucji, w której o dziwo nikogo nie interesowało to czy i ile mam dzieci, czy planuję ich więcej, jak sobie z tym wszystkim poradzę. Po prostu – robię to, co do mnie należy i jak na razie (odpukać!) obie strony nie zgłaszają zastrzeżeń. Oczywiście bezpieczniej czułabym się na etacie, ale jak się nie ma, co się lubi…

    Ja nie chcę parytetów, ja chcę być traktowana równo i sprawiedliwie a zatrudniania pod kątem mojego wykształcenia oraz doświadczenia zawodowego.

    (Nie)różowo mi

    Kategoria: dziecko|okiem mamy | autor: Aneta Szaraniec-Sandecka |

  • Tagi: ,
  • 2 sty 2010

    Mam zaszczyt być szczęśliwą mamą dwuletniej pannicy Mai, dziewczynki oczywiście najpiękniejszej i najmądrzejszej na świecie.

    I od ponad dwóch lat w Jej imieniu przyjmuję prezenty

    – oczywiście różowe.

    Gdybym tylko chciała, to nie tylko ubrałabym Ją całą na różowo, od stóp do głów, ale też urządziła w tym jakże słodkim kolorze dziecinny pokoik, (bo wtedy to już nie byłby pokój, lecz pokoik właśnie) a Maja bawiłaby się samymi landrynkowatymi zabawkami. Zabawkami typu przyrządy do upiększania się czy akcesoria do sprzątania.

    Ktoś gdzieś ustalił, że różowy dla dziewczynki a niebieski dla chłopca, co skrzętnie wykorzystują koncerny produkujące odzież i zabawki dla dzieci. Dlatego wywołuję w otoczeniu zdziwienie a w skrajnych przypadkach i oburzenie, że niebieskooką blondyneczkę ubieram na niebiesko, biało czy beżowo. Czy to chłopiec? – pytają nieufnie patrząc na niebieski kożuszek czy białą czapeczkę, ale widząc jak najbardziej kobiecą dwuletnią buźkę.

    Ja jednak stoję na czele antyróżowej rewolucji i wierzcie mi, nie jest to wcale łatwe! Dla tych, co dzieci nie posiadają, albo mają synów: spróbujcie w sklepie z ubraniami dla dzieci znaleźć dla dziewczynki coś w nie różowym kolorze. Trudne zadanie – niedawno w jednym z takich miejsc spędziłam prawie godzinę szukając bluzeczki z nadrukiem ulubionego kotka z bajki w innym odcieniu. Jednak z pomocą przychodzą tutaj sklepy z używaną odzieżą, gdzie nie tylko można znaleźć różne cudeńka, ale i dzięki nim podratować domowy budżet.

    Chciałabym, aby moje dziecko od najmłodszych lat wiedziało, że nie musi szukać akceptacji środowiska poprzez ubieranie się w słodkie ciuszki i to nieprawda, że najważniejszą rolą kobiety jest podobać się innym. Już od około 2 roku życia rozpoczyna się proces identyfikacji dziecka ze swoją płcią (trwa on do wczesnego wieku przedszkolnego, czyli 3-4 roku życia).  A moja córka nie musi wyglądać jak kiczowata lalko-księżniczka, aby była dziewczęca. Nie musi wyglądać słodko w szerokich falbankach, bo tego wymaga się od dziewczynek. No, bo czy naprawdę kwintesencją kobiecości jest przykrywanie dziecka płci żeńskiej różowym kocykiem w jeszcze bardziej różowe gwiazdki? Dlaczego od razu na starcie mamy wpajać naszym dzieciom, jakie być POWINNY? Moim zdaniem trzeba im wpajać, że powinny być przede wszystkim dobrymi ludźmi. Reszta jest mniej ważna i zależy już tylko od naszych milusińskich.

    Zdaję sobie sprawę z tego, że z chwilą pójścia Mai do przedszkola, koleżanki skutecznie przekręcą Ją na różową stronę mocy. Mam jednak nadzieję, że nie permanentnie.

    Tekst swój kieruję do wszystkich mam ze zdrowymi dziećmi, którym nagle przydarza się jakaś infekcja. Skąd my to znamy – gorączka, nieprzytomne spojrzenie, płaczliwość, żałosne „mammaaaaaa”, katar, kaszel, niespokojny oddech – no i zaczyna się.

    Wizyta u lekarza (spokojnie, to żadne zapalenie płuc czy oskrzeli, chociaż podczas badania dziecko krzyczy wniebogłosy jakby było obdzierane żywcem ze skóry), apteka, wreszcie z powrotem w domu. Po wojnie z wzięciem lekarstw i wmuszaniem jedzenia, być może apatycznej zabawie, czas na spanie. Oczywiście to mama musi usypiać, przy przydymionym świetle przytulająca dziecko, które jest takie rozpalone, tak ciężko oddycha, że i jej udziela się nastrój niepewności. To niby nic takiego, ale byłoby znacznie lepiej, gdyby mieć to już za sobą. Wolałaby już sama tę chorobę przebyć, aby tylko dziecko było zdrowe.

    I już nic innego nie ma znaczenia. Wszystko inne poszło w odstawkę.

    Ani praca, ani wszelkie inne takie niby ważne sprawy, nic już się nie liczy, tylko zdrowie naszej latorośli. Dni zlewają się w jedną całość, już nie rozróżniamy poniedziałku od wtorku, godziny dzienne przechodzą w wieczorne a potem nocne. (Po wyzdrowieniu dziecka mamy wrażenie jakby ktoś nam ukradł z życiorysu ten czas). Przypominają mi się sceny z dzieciństwa, mniej więcej od wieku przedszkolnego: jestem chora, leżę w łóżku, światło lampki delikatnie oświetla pokój. Boli mnie głowa z powodu gorączki, ale jestem zadowolona, że gorzkie lekarstwo już wzięte. Widzę zatroskaną twarz mamy, w końcu zmęczona zasypiam. Pamiętam, że kiedy robiło mi się lepiej i odzyskiwałam apetyt, wówczas mama przygotowywała specjalnie dla mnie moje ulubione przysmaki, np. pączki serowe. Dlatego tak bardzo lubiłam chorować… Mam jednak nadzieję, że moje dziecko nie pójdzie w ślady swojej mamy i nie będzie mieć takich upodobań…

    Nie będę udawać, że wiem, co przeżywają rodzice dzieci przewlekle chorych – nie wiem i nie pragnę posiadać takiej wiedzy. Wiem tylko, że powiedzenie „najważniejsze, aby dziecko było zdrowe” nabiera prawdziwego znaczenia i nie jest wcale banalne. Dlatego chciałabym wszystkim, u progu 2010 roku, złożyć życzenia przede wszystkim zdrowia, a rodzicom z chorymi dziećmi – siły, optymizmu i małych cudów, na co dzień.

    Mama szuka informacji w sieci

    Kategoria: okiem mamy|różności | autor: redakcja osesek.pl |

  • Tagi: , ,
  • 7 gru 2009

    Firma badawcza Gemius SA, przygotowała raport „Ciąża i rodzicielstwo”. Wynika z niego, że dla 90 proc. internautek spodziewających się dziecka internet stanowi podstawowe źródło informacji o ciąży i wychowaniu małych dzieci.

    Celem badania było poznanie głównych form aktywności w sieci przyszłych i obecnych mam. Analizie poddano odpowiedzi ponad 1 600 internautek w wieku 18 lat i więcej, które posiadają dzieci do 6. roku życia lub też spodziewają się potomstwa. Internautki zostały podzielone na trzy grupy: będące w ciąży, mamy dzieci w wieku od 0 do 2 oraz mamy dzieci od 3-6 lat

    Dla 90 proc. internautek spodziewających się dziecka internet, a w szczególności serwisy parentingowe, stanowi podstawowe źródło informacji o ciąży i wychowaniu małych dzieci.

    Interesujące jest to że z kolei tradycyjne kanały informacji – czasopisma dla rodziców oraz rady zasięgane bezpośrednio u lekarzy i pielęgniarek – wskazywane były częściej przez matki dzieci od 3 do 6. roku życia.

    Czego mamy szukają w internecie?

    • Internautki oczekujące potomstwa najczęściej szukają wiadomości na temat przebiegu ciąży, rozwoju oraz pielęgnacji dzieci.
    • Matki dzieci w wieku 0-2 lata są najbardziej zainteresowane informacjami związanymi ze zdrowiem i rozwojem najmłodszych oraz wiadomościami o produktach dla dzieci.
    • Matki dzieci w wieku od 3 do 6 lat chciałyby jak najwięcej dowiedzieć się o zdrowiu, wychowaniu oraz edukacji i rozwoju dzieci.

    Źródła informacji o ciąży i dzieciach

    badania_gem

    wykres: Ważność źródeł informacji związanych z ciążą lub dziećmi. Źródło: gemiusReport, „Ciąża i rodzicielstwo”, wrzesień 2009

    Respondentki zapytane o ważność poszczególnych źródeł w pierwszej kolejności wskazywały informacje uzyskane bezpośrednio u lekarzy i pielęgniarek. Jako ważne określiły również rady rodziców i teściów.
    Na kolejnych miejscach znalazły się książki, czasopisma dla rodziców oraz informacje zasięgnięte u znajomych i przyjaciół. Aż 86 proc. badanych jako ważne określiło również serwisy poświęcone ciąży i wychowaniu dzieci.

    Co ciekawe najmniej istotnymi źródłami informacji (po zsumowaniu odpowiedzi „zdecydowanie ważne” oraz „raczej ważne”) o ciąży lub dzieciach są fora internetowe i grupy dyskusyjne, prasa oraz telewizja.

    Przedstawione wyniki badań, nie są jakoś szczególnie zaskakujące. Mnie jednak nurtuje pytanie czy faktycznie mamy dzieci w wieku 3-6 poszukują informacji na temat wychowania, rozwoju i edukacji swoich dzieci w czasopismach i u lekarzy?


    • Emilia: Wszędzie mówią, że mama nie powinna mieć problemów z powrotem do pracy, że powinna być możl [...]
    • asia: Zgadzam się z tą opinią. Karmienie piersią to najwspanialszy okres w życiu dziecka i matki. Je [...]
    • http://magiaamarzenia.blogspot.com/: Klocki Fisher Price w prawym górnym rogu są rewelacyjne! Można je ułożyć jedno na drugim bąd [...]
    • karo: A tak jest przecież. Ja też się cieszę. Uważam, ze „zaczarowane kółko misia uszatka” lub [...]
    • bejb: Super. Jak dla mnie idealnie. Oby więcej takich wznowień. [...]
    • Magda: Używamy telefonów, piszemy blogi na internecie, dlaczego nie skorzystać z czegoś co realnie pomo [...]
    • Kasia: Świetny artykuł.Gdy kompletowałam wyprawkę dla córki panie w sklepie od razu rozkładały przed [...]
    • natalia: naprawdę szok [...]
    • Tata z Wyprawki: O kurcze! Toż to takie produkty pojawiają się na rynku? Ciekawe że producent wcześniej nie zau [...]
    • Aluśka: Zgadzam się z Tobą w 100%! My z naszą córką spacerowaliśmy od najmłodszych lat i w zasadzie m [...]

    Zamów oseskowy newsletter





    Na skróty

    osesek.pl - wszystko o niemowlętach i małych dzieciach

    Kalendarz ciąży tydzień po tygodniu przygotowany we współpracy z lekarzem

    Video przepisy dla maluszków

    Rozszerzanie diety niemowlaka dobre porady

    Forum koniecznie dołącz do nas i poznaj inne mamy